W lipcowym ELLE ukazał się artykuł o Pole Dance „Wyginam śmiało ciało UWALNIAM DUSZĘ”. Już
w zeszłym roku, taniec na rurze był tematem programów śniadaniowych. Bardzo mnie cieszy, że zainteresowanie Pole Dance
w Polsce rośnie. Można powiedzieć, że udział w mediach szerzy wiadomość o Pole
Dance, jednak zawsze warto wziąć poprawkę na pewne przekazywane informacje.
Artykuł to opis zajęć na jakie udała się autorka tekstu i
historii jakie poznała podczas lekcji. Podzielam fascynację kursantek nowymi
figurami, poprawą sprawności fizycznej oraz większą świadomość siebie. Jeśli chodzi o negatywne aspekty: siniaki,
ból, zakwasy, podobno strupy, to wszystko mija. Nie jest w cale tak, że ciągle
bolą Cię ręce i ciągle masz siniaki. Oczywiście pojawiają się, ale to, jak i
kontuzje są wpisane w każdy sport. Sformułowanie „Ofiara przemocy domowej” chyba jest nietrafne w tej sytuacji. Ból mięśni uświadomił mi, że jeszcze długa droga przede mną, że nie
jestem tak wysportowana jakby się mogło wydawać uczęszczając choćby na fitness,
że Pole Dance to zarazem wymagający, piękny, motywujący i
uskrzydlający taniec.
Autorka sprowadza artykuł na tory dramatyzmu. Dziewczyny opowiadają:
brak akceptacji siebie, depresja, nieśmiałość skłoniły mnie żeby iść na rurę i odnalazłam
siebie. Bardzo się cieszę, że
wygrałyście dziewczyny, że przełamałyście swoje słabości. Pamiętajmy jednak, że My – tańczące na rurze,
nie trafiłyśmy tam z powodu problemów (przynajmniej nie tylko). Miałyśmy tyle
pewności siebie żeby przyjść i się zapisać, co więcej, kontynuować! Tańczymy bo
chcemy! Traktuję Pole Dance jako hobby, mocne hobby. Niektórzy interesują się samochodami,
fotografią, innym tańcem czy fascynuje ich gra w squasha i to wszystko jest ok
i normalne, tak jak taniec na rurze!
Artykuł zamyka krótki wywiad z Natalią Wojciechowską, której
sylwetkę niedługo przedstawię na łamach bloga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz